Nawlekało się jarzębinę na nitkę i robiło się korale. Dla siebie i dla lalek. Były też kolczyki i bransoletki. I się w tym chodziło po podwórku i udawało damę. Albo królową. A kiedy zabrakło jarzębiny na podwórku czy w pobliżu to się szło do dalszych sąsiadów. Tak to było w dzieciństwie, że się kradło jarzębinę.
Na korale oczywiście.
piątek, 11 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
...korale z jarzebiny:) na dworze zimno,ubierało się ponad 15 minut tylko po to aby wyjsc na 5min na dwor po swierze galazki z czerwonymi kuleczkami. Pamietam jak babcia nawlekala nam nitke na igle i z siostra bawilysy sie w tworzenie coraz to doskonalszych korali... Dzisiaj nie ma juz babci, i jarzebina tez jakas inna...
OdpowiedzUsuń na zawszejot.jot i oli
Ano...teraz wszystko wydaje się być inne...ale czy gorsze?
OdpowiedzUsuń na zawszeA mi scieli moja ukochana jarzebine. Rosla tyle lat pod blokiem, byla swiadkiem wszystkich naszych dzieciecych zabaw, a potem mlodzienczych uniesien. Kazdej jesieni obsypana byla czerwienia tak przeogromnie, az uginala sie...
OdpowiedzUsuń na zawszeI zeszlego roku podjechali panowie z MPO i wzieli scieli jarzebine. Male dziewczynki juz nie beda obnosic sie w koralach z jarzebiny. Swiat juz nigdy nie bedzie taki sam :(
Przykro mi z powodu tej jarzębiny. Małym dziewczynkom pewnie mniej, w końcu teraz wolę pewnie gry komputerowe i internet niż takie zabawy...
OdpowiedzUsuń na zawsze