czwartek, 24 września 2009

Randka

Może wybierzemy się do kina. Grają kilka fajnych filmów. Tak mi się wydaje. Obsada ciekawa. I tematy, które poruszają są ważne, albo chociaż przyjemne.
Albo pójdźmy do japońskiej restauracji. Pamiętasz której? Zjedzmy węgorza w słodkim sosie i panierowane kalmary. Zapijmy wszystko najlepszym na świecie winem śliwkowym. I śmiejmy się do łez.
A może wolisz pospacerować? Starówka? Brzmi wspaniale. Lubię warszawską Starówkę. Kocie łby, budynki, klimat i widoki. Wszystko jest takie proste i oczywiste.
Możemy też spędzić kilka chwil w naszej altance. Tam mi się oświadczyłeś. I to były najpiękniejsze na świecie oświadczyny. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszych. Bardziej romantycznych. Bardziej cudownych.
Wiesz co? Zostańmy w domu. Zapalmy świeczki o zapachu wiśniowym, usmażmy talerz frytek i puśćmy nasz ulubiony serial. Zaniedbaliśmy ten rytuał.
Właściwie to nieważne co będziemy robić. Ważne, że będziemy razem.
To wystarczy do szczęścia.

piątek, 11 września 2009

Korale z jarzębiny

Nawlekało się jarzębinę na nitkę i robiło się korale. Dla siebie i dla lalek. Były też kolczyki i bransoletki. I się w tym chodziło po podwórku i udawało damę. Albo królową. A kiedy zabrakło jarzębiny na podwórku czy w pobliżu to się szło do dalszych sąsiadów. Tak to było w dzieciństwie, że się kradło jarzębinę.
Na korale oczywiście.

piątek, 4 września 2009

W drodze do pracy



'...Wdałem się w romans z chodnikiem, odkrywając jego chropowate płyty. Leżałem pośrodku, deptany przez przechodniów, upojony nierównością nawierzchni o wszystkich odcieniach szarości...'

PS. Przecież nie trzeba mieć talentu aby widzieć. Nie trzeba mieć talentu aby czuć.